|
Braki w narzędziach, podwyższony poziom dwutlenku węgla, ani problemy z łącznością nie przeszkodziły w wykonaniu wszystkich zadań zaplanowanych na 285 minutowe wyjście w przestrzeń kosmiczną astronautów Heidemarie Stefanyshyn-Piper i Roberta Kimbrough.
Czwartek na stacji kosmicznej minął astronautom na transportowaniu wyposażenia, serwisowaniu mechanicznego ramienia stacji i kontynuowaniu oczyszczania i smarowania zepsutego mechanizmu obrotu panela słonecznego. Załoga stacji zajmowała się problemami jakie sprawił nowy system odzyskiwania wody z moczu. "To przeszkody których się spodziewaliśmy", powiedział Ginger Kerrick, dyrektor lotu ISS. "Mieliśmy podobne problemy, gdy po raz pierwszy uruchomiliśmy układ odzyskiwania tlenu; trochę zajęło nam uporanie się z nim. To bardzo skomplikowane wyposażenie z bardzo wyrafinowanym oprogramowaniem je kontrolującym. Po raz pierwszy wszystko razem działa w kosmosie, więc będziemy się go uczyli jakiś czas."
"Czy to niweczy wysiłki osiągnięte do tej pory? W tej chwili mamy około doby opóźnienia w zaplanowanych zadaniach, ale jeśli nic dalej nie pójdzie źle, możemy zakończyć wszystko bez potrzeby przedłużania misji o dodatkowy dzień. Uważamy, że cofa nas to o mały krok; poświęcimy trochę czasu, aby odkryć, co dokładnie wywołało dzisiejszą sytuację i miejmy nadzieję, że uda nam się wszystko zrobić". Głównym celem misji pozostaje instalacja układu odzyskiwania wody z moczu. Odzyskana woda będzie wodą pitną, używaną do przygotowywania posiłków, higieny osobistej i odzyskiwania tlenu. Nowy układ jest potrzebny, aby na stacji mogło przebywać w sposób ciągły 6 osób. Dwa takie zestawy zostały zamontowane na początku tygodnia w module "Destiny". Ostatnie dni załoganci stacji spędzają na ich inicjalizacji i uruchamianiu. Próbne uruchomienia zestawów wytworzą próbki wody odzyskanej z moczu, które zabierze na Ziemie Endeavour. Próbki zostaną wnikliwie przeanalizowane, aby ocenić jakość wody i pomóc skalibrować pokładowe analizatory. Początkowe testy zestawów rozpoczęły się w trakcie kończenia czwartkowego spaceru kosmicznego. Przy końcu prac w kosmosie, kombinezon Kimbrough'a zaczął sygnalizować przekroczenie normy ilości ditlenku węgla. Mimo, że nie było żadnego zagrożenia, dla pewności kontrolerzy NASA nakazali mu wycofanie się do śluzy moduły Quest. Ponieważ i tak kończył już swoje zadania, spacer został w pełni zrealizowany. Przy powrocie do śluzy wystąpiły także problemy z łącznością. Astronauta miał problem z dosłyszeniem kolegów i kontrolerów z Houston. Prawdopodobnie spowodował to przypadkowo poruszona gałka głośności w hełmie Kimbrougha. Mniej więcej w tym samym czasie, uwagę Stefanyshyn-Piper przykuł dźwięk alarmu. "Powrót z EVA był dość obfity w wydarzenia", komentuje Kerrick. "Mieliśmy pewne problemy z łącznością, a także podwyższony poziom CO2. Obie sprawy są badane; nie było żadnych problemów z powrotem astronautów do śluzy".
"Mieliśmy też alarm na stacji, który członkowie EVA usłyszeli w swoich słuchawkach. Był on powiązany z pracami programistycznymi nad układem odzyskiwania wody. Ściągnęliśmy pewne dane i myślimy, że wiemy w czym problem. Zespoły postarają się określić ile tych prac można wykonać [bez wywoływania ponownie alarmu]." Alarm uruchomił się podczas wysyłania rozkazów do nowozamontowanych układów. "Chyba ostatniej nocy przystanęliśmy nad sprawą mocy chłodzenia zestawu WRS (water recovery system)", opisuje Kerrick. "Rano zebraliśmy się i doszliśmy do konsensusu, więc zaczęliśmy nasze procedury. Punkt do którego doszliśmy, to przesyłanie rozkazów uruchamiających proces przetwarzania moczu. I jeden z tych wysłanych rozkazów wywołał alarm." "Standardowym działaniem w takim wypadku jest odłączenie zasilania i sprawdzenie przez członka załogi, czy nie ma jakichkolwiek oznak pożaru. Już w tamtej chwili byliśmy podejrzliwi, co do reakcji systemu, bo wiedzieliśmy, że przesłane komendy nie mogły spowodować takiego alarmu. Gdy załoga potwierdziła, że nic się nie dzieje, nie ma dymu ani swądu, i wszystkie czujniki pożaru milczą, skłoniliśmy się ku hipotezie, że to fałszywy alarm. I tak rzeczywiście było." Uruchamianie zestawu przetwarzania moczu (UPA) zostało jednak wstrzymane. Inżynierowie ściągnęli dodatkowe dane, aby przekonać się, co tak naprawdę się stało. "Wydaje nam się, że wiemy, co wszczęło alarm, ale musimy o tym porozmawiać jeszcze ze współpracującymi inżynierami za nim ze spokojem powtórnie przystąpimy do wysyłania rozkazów do zestawu", powiedział Kerrick. "Nadal mamy zamiar pracować z jednostką przetwarzania wody. Nawet jeśli UPA nie będzie przetwarzała moczu, można pobrać kondensat, przepuścić go przez jednostkę i otrzymać część próbek." Menadżerowie misji są gotowi przedłużyć o jeden dzień misję wahadłowca, aby dać astronautom czas na zakończenie zaplanowanych zadań.
|